czwartek, 20 października 2011

Zambia, relacje z pierwszej ręki



Niedawno minął rok od czasu kiedy moja przyjaciółka położna wyjechała na misje do Zambii z ramienia Fidesco.  Jest to kraj o powierzchni dwa razy większej niż  Polska, w którym mówi się 72 językami tzw. narzeczami afrykańskimi. Urzędowym językiem jest język angielski, jednakże niewiele osób go zna. Magda, d czasu do czasu zdaje  relacje w postaci listów. Pisze między innymi o tym, że wodospady Niagara są piękne, że w rzekach nie można się kąpać gdyż grasują krokodyle, a tam gdzie ich brak pojawiają się jadowite węże. Oprócz węży można tam spotkać całą masę jaszczurek, kameleonów, żab, pająków i przeróżnych owadów. Afrykańskie słonie i lwy można zobaczyć  w rezerwacie. Chilubula , miejscowość w której przebywa Magda, znajduje się w północnych krańcach Zambii. " Zajmuje powierzchnię około 1 km2, zamieszkana przez około 400 osób.  Część ludzi mieszka w niedużych domach z cegły, pokrytych żelazną dachówką. Biedniejsi mieszkają w małych chatach pokrytych strzechą. Powierzchnia takiej chaty nie przekracza zwykle 3m2, wnętrze jest ciemne i rzadko kiedy jakkolwiek umeblowane. Chata jest przede wszystkim miejscem, gdzie ludzie śpią i chronią się przed deszczem, w ciągu dnia rzadko kto tam przebywa. Zazwyczaj można zobaczyć, całą, często wielopokoleniową rodzinę siedzącą w cieniu pobliskiego drzewa. Umorusane dzieci biegają po podwórku.



Podstawą typowego posiłku spożywanego przez ludność jest nshima, czyli mielona kukurydza, gotowana aż do osiągnięcia twardej, zbitej konsystencji. Nshima podawa jest najczęściej z gotowanymi warzywami: szpinakopodobną zieleniną lub kapustą, czasem z fasolą. Mięso jest dla przeciętnej rodziny mieszkającej w wiosce nieosiągalnym luksusem;prawdziwym urozmaiceniem są malutkie rybki: kapenta lub, w porze deszczowej, gąsienice."



"Zambijczycy sprawiają ogólnie wrażenie przyjaznych i pokojowo nastawionych, nawet do przybyszów z innych kontynentów, choć nieco zdystansowanych. Skromni, pokorni, szanujący się wzajemnie, cierpliwi  i pracowici... Zdecydowana większość mieszkańców Chilubuli, podobnie zresztą jak i całego kraju, zajmuje się uprawą roli."

Mnie najbardziej ciekawił wątek dotyczący opieki medycznej. W kilku kolejnych zdaniach płynących z listu, miałam się przekonać, że wcale nie jest kolorowo. W szpitalu w którym pracuje Magda są zatrudnione 3 położne, 2 pielęgniarzy, 2 clinical officers i wolontariuszka, czyli Magda. Lekarza brak, gdyż brakuje też sprawnej sali operacyjnej , a taki jest niestety wymóg , aby lekarz mógł być przydzielony do danego szpitala. Blok operacyjnym jest całkiem nowy, tylko budowano go z  najtańszych materiałów i dach przecieka podczas ulewnych deszczy. Wymaga on przebudowania, na co nie ma pieniędzy. Lekarz w szpitalu, jak nietrudno sobie wyobrazić, przydałby się z pewnością. Zarówno pacjentom, jak i personelowi medycznemu.



"Liczba pacjentów przyjmowanych do oddziałów zredukowana jest do minimum ze względu na ograniczone środki finansowe. Są to zazwyczaj pacjenci w ciężkim stanie lub wymagający dłuższej obserwacji oraz wykonywania badań niezbędnych do postawienia diagnozy.(...) Średnio w oddziale medycznym przebywa około 20 pacjentów. Zazwyczaj najliczniejszą grupę stanowią dzieci poniżej 5 roku życia. Najczęstszą przyczyną hospitalizacji dzieci jest ciężki przebieg malarii, kolejnym zapalenie płuc, biegunki oraz poparzenia. Również wśród dorosłych ciężka malaria góruje jako powód hospitalizacji na oddziale. Inne przyczyny to głównie infekcje oportunistyczne, charakterystyczne dla AIDS, oraz zakażone trudno gojące się rany. " Szpital prowadzi również programy edukacyjne i prewencyjne w celu zapobiegania tym dwóm najczęściej spotykanym problemom zdrowotnym tj. HIV i malarii. "Mając do dyspozycji moskitierę, rodzice  stoją przed wyborem czy powiesić ją nad posłaniem , tak jak przykazano w szpitalu, aby chroniła przed moskitami, czy też przykryć nią dzieci, aby choć częściowo zastąpiła koc, którego nie mają, chroniąc je przed przejmującym chłodem nocy. Moskitów nie widać, a zimno czuć niezaprzeczalnie..."



Kobiet z problemami ginekologicznymi jest niewiele, zdaje się , jak pisze Magda, że korzystają one z tradycyjnej medycyny ludowej, i chyba całkiem dobrze im to wychodzi. Gorzej podobno jest , gdy chcą wywołać poród i piją wtedy napar z korzenia jakiejś rośliny, co niestety powoduje  później komplikacje przy porodzie. " Z opieki okołoporodowej świadczonej w szpitalu korzysta wiele kobiet, znaczna część tych kobiet na sam poród pozostaje  w domu. Główną przyczyną są duże odległości między wioskami, a szpitalem. trudne warunki pogodowe ( ulewne deszcze i burze) oraz brak transportu. Niestety poród w domu ( czy raczej w chacie) bez osoby posiadającej odpowiednie kwalifikacje, wiąże się niekiedy z dużym ryzykiem zarówno dla matki  jak i dla dziecka.  " Z tego powodu w szpitalu St. Fidelis powstaje coś w rodzaju hotelu dla kobiet ciężarnych, do którego mogłyby zgłaszać się na kilka tygodni przed wyznaczonym terminem porodu. Na to oczywiście też brakuje pieniędzy.



Organizacja FIDESCO jest katolicką organizacją pozarządową działającą na rzecz rozwoju międzynarodowego. Wysyła wolontariuszy do biednych krajów i społeczeństw na prośbę lokalnego Kościoła.  Pod tym linkiem kryją się dane do przelewu, dla chętnych chcących wesprzeć misję Magdy. Należy dopisać na przelewie Magda, Zambia .Fidesco

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz