czwartek, 1 grudnia 2011

Nad ranem

Jest wcześnie rano, albo późno w nocy, jak kto woli. 4.23. Przyjęcie rodzącej na salę porodową zajęło mi sporo czasu. Nie dlatego, że jestem śpiąca. Wręcz przeciwnie, zdaje się że mam wyostrzone zmysły, nasłuchuję, czekam.  Aczkolwiek moje ciało funkcjonuje na najniższym biegu. Jakby było oddzielne od woli i chęci. Powoli lecz starannie wypełniam dokumentację,  nie mylę się w niczym, ale mam momenty zawieszenia, jakby snu na jawie. Och! i jeszcze to, i jeszcze to! Udało się. Pacjentka szczęśliwie trafia na salę porodową pod moimi skrzydłami. Ożywiam się, tłumaczę, pokazuję pozycje łagodzenia bólu,pobieram badania, aby znów powrócić do czuwania na najniższych obrotach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz